Geniusz Myśli Rybarskiego - część 1
Publikacja: 09-02-2007
"Prof. Roman Rybarski był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu narodowego, którego spostrzeżenia do dziś zachwycają przenikliwością".
Roman Rybarski był jednym z najwybitniejszych przedstawicieli ruchu narodowego, którego spostrzeżenia do dziś zachwycają przenikliwością. Rola jaką pełnił w przedwojennym ruchu narodowym była ogromna. Wystarczy wspomień o tym, że w latach 1928-1935 pełnił funkcję prezesa Klubu Narodowego w Sejmie RP, a w latach 1926-1932 był twórcą programu gospodarczego Związku Ludowo-Narodowego, zaś po jego rozwiązaniu Stronnictwa Narodowego.
Aż dziwne, że tak zasłużona osoba jest postacią w dużym stopniu zapomnianą i to nawet w kręgach narodowców. Dlatego warto choć trochę przybliżyć jego poglądy. Ze względu na olbrzymią wszechstronność działalności polityczno-naukowej Romana Rybarskiego ciężko streścić cały jego dorobek w zwięzłym artykule. Dlatego poprzestanę na przedstawieniu rysu jego myśli ekonomicznej. Zaznajomienie się z nią jest obowiązkiem każdego narodowca, zarówno ze względu na szacunek jaki okazujemy historii ruchu narodowego jak i aktualność jego poglądów w kontekście obecnych problemów ekonomicznych Polski.
ANTYSOCJALIZM
Roman Rybarski całkowicie przeciwstawiał się wszelkim pomysłom dotyczącym szeroko zakrojonej polityki socjalnej oraz wysokim podatkom. Ośmieszał stawiane często przez socjalistów argumenty o tak zwanej sprawiedliwości społecznej. Uważał, że odbieranie pieniędzy warstwie osób zamożnych na rzecz warstwy ubogiej jest czymś niemoralnym i niesprawiedliwym.
Zadawał pytania, o to jakie prawo ma społeczeństwo, aby zabierać, a mówiąc dosadniej okradać osoby, które żyją dostatnio, ale zasłużyli na to swoją ciężką i uczciwą pracą. Bo zasłużyli, jeśli ktoś dobrowolnie im tyle zapłacił. Sytuacja taka nie tylko narusza prawo do wolności gospodarczej oraz prawo do własności, ale tworzy swoiste błędne koło. Wytwarza się pewna grupa osób, której głównym źródłem dochodów jest praca innych osób. Grupa ta zaczyna się powoli, ale systematyczne powiększać. Obejmuje coraz szersze kręgi społeczeństwa. Dołączają do nich ludzie, którzy do tej pory pracowali, ale nie na tyle efektywnie, aby zarabiać znacznie więcej niż ludzie utrzymujący się z pomocy socjalnej.
Wraz ze wzrostem liczebności tej grupy społecznej zaczyna ona być coraz lepiej zorganizowana i wywierać coraz silniejszy wpływ na dalsze decyzje rządu. Władza chcąc uniknąć większych protestów spełnia kolejne żądania dotyczące pomocy socjalnej. W kosekwencji prowadzi to do sytuacji, w której nieliczna grupa efektywnie pracujących jest zmuszana przez państwo do utrzymywania coraz liczniejszej armii nierobów. Wydatki na cele socjalne są olbrzymie, zaś dochody ze względu na nieliczność grupy osób płacących podatki są niewielkie. Zmusza to państwo do cięć w sferze polityki socjalnej.
Tak oto wracamy do punktu wyjścia, tyle że przy ogromnym bezrobociu i zacofanym społeczeństwie, którego przeważająca część nie widziała sensu uczyć się ani pracować. Bo niby po co? Skoro państwo z jednej strony obdarzało olbrzymią pomocą socjalną osoby niepracujące. Z drugiej zaś strony nakładało wysokie podatki dla wykształconej, pracującej efektywnie elity.
Jakby tego było mało państwo targane jest falami protestów oburzonej ludności. W systemie pomocy społecznej "ludzie nie pytają się skąd państwo weźmie środki na wypełnienie narzuconych na nie zadań, czy potrafi im podołać, czy do nich dorosło, wierzy się, że wystarczy uchwalić ustawę, by ją można było wykonać". Państwo dając ludziom obietnice niemożliwe do spełnienia, rozbudza postawy roszczeniowe, co prowadzi nieuchronnie do komunistycznej rewolucji sfrustrowanych mas społecznych.
Państwo biorąc odpowiedzialność, której nie może sprostać powoli traci swój autorytet i popada w anarchię. Poziom moralny szerokich warstw społecznych obniża się, gdyż "niemoralnym jest ten, który żyje na koszt ogółu", a "państwo dla bardzo wielu ludzi, nie jest instytucją, której oni są współtwórcami, mniej lub więcej czynnymi uczestnikami, lecz jakąś zewnętrzną siłą, wszechwładną potęgą".
Następnym argumentem przeciwko etatyzmowi jest jego wpływ na nieoptymalną alokację (czyli wykorzystanie) zasobów. W przypadku wspierania któregoś z sektorów gospodarki, co prawda przyczyniamy się do jego szybszego rozwoju, ale kosztem odebrania dochodów należnych dla pozostałej części społeczeństwa. Dochodów ludzi, którzy gospodarując w takich samych warunkach potrafili mimo wszystko sobie poradzić. Jest to nic innego jak promocja słabości i nieudacznictwa! W dodatku prowadzi to do wytworzenia nadmiaru produktów mniej potrzebnych niż inne. Czyli takich, które w naturalnych warunkach nie znajdują nabywców.
Nieuczciwe przywileje dla niektórych przedsiębiorstw prowadzą do patologii, w której ludzie pracowici i zarazem zdolni mogą wybierać wyłącznie pomiędzy biedą a działalnością przestępczą. Poprzez ingerencję państwa w gospodarkę tworzą się uprzywilejowane grupy, z którymi państwo dzieli się częścią uprawnień gospodarczych kosztem normalnego funkcjonowania własności prywatnej.
Grupami tymi zazwyczaj są związki zawodowe. Kiedy władza ulega presji społecznej wywieranej przez związki zawodowe, głoszące poglądy sprzeczne z interesem narodowym, przestaje być władzą. Nie możemy już mówić o systemie demokratycznym, ale wytwarza się swoisty rodzaj oligarchii. Oligarchii, w której rządy sprawuje warstawa osób niezbyt zamożnych, niezdolnych do konkurencji na równych warunkach, ale będącej warstwą dobrze zorganizowaną i nie wahającą się przypomieć o kolejne przywileje.
W końcu ingerencja państwa pociąga za soba konieczność rozrostu aparatu biurokratycznego. Ktoś musi przecież zająć się wprowadzaniem w życie sterty drobiazgowych, często głupich i niepotrzebnych przepisów. Powoduje to powiększanie się grupy osób nieuczesniczących w wytwarzaniu Produktu Krajowego Brutto, ale jednocześnie żyjących na koszt ogółu. I to żyjących lepiej niż przeciętny obywatel państwa.
W końcu ingerencja państwa pociąga za soba konieczność rozrostu aparatu biurokratycznego. Ktoś musi przecież zająć się wprowadzaniem w życie sterty drobiazgowych, często głupich i niepotrzebnych przepisów. Powoduje to powiększanie się grupy osób nieuczesniczących w wytwarzaniu Produktu Krajowego Brutto, ale jednocześnie żyjących na koszt ogółu. I to żyjących lepiej niż przeciętny obywatel państwa.
Wbrew pozorom wcale nie wpływa to na lepszą obsługę obywateli przez instytucje państwowe. Ludzie tracą coraz więcej czasu i energii w urzędach. Energii, ktorą mogliby dużo lepiej spożytkować wedle własnego uznania w pracy, dla rodziny albo dla siebie. Coraz więcej decyzji zależy od humorów urzędników. Oczywiście łatwo można "poprawić im nastrój", ale do tego zdolni są wyłącznie ludzie nieuczciwi. "W cieniu ścisłej opieki i nadzoru państwa wyrastają grzyby nepotyzmu i korupcji".
Idąc dalej to interwencjonizm paradoksalnie "wymaga różnych czynności ze strony przedsiębiorstw, często bezużytecznych, że większe z nich muszą dla stosunków z państwem utrzymywać osobny personel, w ten sposób powiększa się ilość pracy nie produkcyjnej". Krótko mówiąc musimy płacić dwa razy za to, że ktoś utrudnia nam życie. Kompletny nonsens. Czemu taki system może służyć?! Nie czemu. Ale komu? Klasie sprawującej władzę, która może zatrudnić wystarczającą ilość ludzi (czyt. swoich ludzi), a dzięki szerokim uprawinieniom władzy państwowej okazji do przyjmowania łapówek nie brakuje. Z kolei skomplikowane przepisy ułatwiają ukrycie procederu. Etatyzm jest tu używany typowo instrumentalnie jako narzędzie wspierania lojalnych i prześladowania nieposłusznych.
Roman Rybarski nie był jednak dogmatykiem i dopuszczał w jednej dziedzinie zarówno własność państwową jak i ingerencję państwa. Tą dziedziną był przemysł zbrojeniowy, którego specyfika i znaczenie strategiczne dla państwa usprawiedliwiają uzależnienie go od władz państwa.
Osobiście, choć podobnie jak Roman Rybarski jestem zwolennikiem wolnego rynku, to wskazałbym jeszcze trzy powody, kiedy interwencja państwa w ograniczonym stopniu byłaby dopuszczalna. Pierwszym powodem mogą być skutki zewnętrzne jakie pociąga za sobą dana działalność gospodarcza i to zarówno te pozytywne (np. ochrona środowiska) jak i te negatywne (np. zakłócenia spokoju mieszkańców). Drugim uzasadnionym powodem może być wpływ danej dziedziny gospodarki na politykę zagraniczną, co uzasadnia wspieranie strategicznych sektorów, które pozwalają przetrwać narodowi w sytuacjach nałożenia embarga lub stanu wojny tj. energetyka, gazownictwo oraz rolnictwo. Ostatnią sytuacją, kiedy dopuściłbym intrwencję państwa są niektóre inwestycje, które po wielokroć zwróciłyby się w przyszłości.
UPOWSZECHNIENIE WŁASNOŚCI
Ważną kwestią wśród poglądów ekonomicznych Romana Rybarskiego odgrywał również jego stosunek do własności prywatnej i państwowej. Roman Rybarski w swoich pracach zdecydowanie stawał po stronie własności prywatnej. Nie można jednak wyciągać błędnych wniosków jakoby poparcie dla własności prywatnej równało się poparciu dla wszelkich form prywatyzacji.
Rybarski chciał, by Polska była normalnym krajem gospodarczo rozwiniętym, dysponującym wszystkimi gałęziami życia gospodarczego, łacznie z wielkim i zmechanizowanym przemysłem, niezbędnym w okresie dwudziestolecia międzywojennego chociażby ze wzgledu na przeludnienie wsi i perspektywy demograficznego rozwoju Polski. Wizja ta przeciwstawiała się statycznemu programowi gospodarczemu"młodych" oscylujacemu wokół "Gospodarki narodowej" Adama Doboszyńskiego i opowiadajacemu się za drobną i średnią wytwórczością jako trzonem gospodarki, za zniwelowaniem nierówności materialnych i stworzeniem nowego ustroju, nawracającego do prostszych form gospodarowania, stanowiącego nową strukturę - ani kapitalistyczną, ani socjalistyczną.
Trzeba tu zaznaczyć, że Roman Rybarski domagał się własności prywatnej we wszystkich dziedzinach gospodarki, również tych uważanych obecnie za posiadające znaczenie strategiczne, co może nie podobać się wielu osobom, również z grona obozu narodowego, które uważają, iż aby państwo było suwerenne musi być niezależne energetycznie, żywnościowo itd. itd., a do tego niezbędne jest posiadanie przez skarb państwa kontrolnego pakietu akcji w strategicznych przedsiębiorstwach.
Pozwolę nie zgodzić się z tą tezą, a to ze względu, że o ile doceniam w pewnym stopniu potrzebę samowystarczarności, choć oczywiście bez doprowadzania do autarkii, to nie uważam, aby posiadanie strategicznych przedsiębiorstw przez skarb państwa było jedynym możliwym rozwiązaniem w tej materii. Ludzie którzy tak uważają, zapominają że państwo ma możliwość zapewnienia samowystarczarności w określonych dziedzinach poprzez pomoc dla niektórych strategicznych przedsiębiorstw w postaci ulg podatkowych oraz dotacji, a w przypadku kiedy te metody okażą się nieskuteczne można zawsze ograniczyć swobodę w dysponowaniu majątkiem przez właściciela, czyli czasowo ograniczyć, ale nie pozbawić go tzw. prawa własności. Jest to szczególnie możliwe, kiedy mamy do czynienia z kapitałem polskim, ponieważ nie wikłamy się wtedy w uzależnienie od obcych krajów, a ewentualna interwencja w sferę jego działalności nie pociąga za sobą reperkusji w polityce zagranicznej.
Rozważając kwestie własności należy również pamiętać o ludzkiej naturze. Człowiek z natury rzeczy bardziej dba o swoją własność niż o własność państwową, która choć boli nas to jako narodowców, ale od zawsze jest traktowana jako własność niczyja. Nawet wyznaczony przez organy państwowe do zarządzania przedsiębiorstwem urzędnik w zdecydowanej większości przypadków również traktuje ją jak własność niczyją. Przeciwnie własność prywatna. Człowiek to co jest jego, to z czego osiąga korzyść zazwyczaj szanuje i dba o jej rozwój.
Przedsiębiorstwa państwowe są zazwyczaj nieefektywne i deficytowe. "Gospodarstwo publiczne ma zasadniczo wyższe koszty produkcji, aniżeli prywatna gospodarka." Nic nie skłania urzędników do efektywności. Wręcz przeciwnie. Ponieważ mianowani są oni przez polityków i to im zawdzięczają swój byt, dlatego ich działania podporządkowane są zdobyciem sobie sympatii władz i realizacji celów politycznych. Konsument jest dla nich zazwyczaj pojęciem iluzorystycznym, którego nie biorą pod uwagę przy swoich analizach. Nie ma on dla nich większego znaczenia.
rzepływ informacji w przedsięiorstwach państwowych jest (m.in. z powodu ich nieekonomicznego rozrostu) na tyle wolny, iż powoduje ograniczenie zdolności przystosowywania się do zmiennych warunków. Nie są one zdolne do opanowywania nowych rynków, gdyż zazwyczaj ktoś inny jako pierwszy zajmuje nową niszę. Koszty wejścia na rynek w momencie wkraczania tam przedsiębiorstw państwowych są już zazwyczaj na tyle wysokie, że przestaje to być ekonomiczne. "Wielki handel np. eksportowy, wymaga dużej swobody ruchów, szybkiej decyzji, śmiałości i ryzyka, do którego nie jest zdolne upaństwowione gospodarstwo."
W przypadku, kiedy decydujemy się na oparcie gospodarki o sektor państwowych musimy uświadomić sobie, że wskutek tego konsument nie będzie miał dostępu do tanich produktów lub miejsce polskich producentów zajmie kapitał zagraniczny. W obu przypadkach powoduje to pauperyzację (ubożenie) społeczeństwa.
WALKA Z DEFICYTEM
WALKA Z DEFICYTEM
Roman Rybarski nie pozostawał obojętny wobec masowego zadłużania się państw. Zdecydowanie sprzeciwał się wszelkim próbom poprawy sytuacji gospodarczej przez zaciąganie kredytów. Szczególnego znaczenia temu zagadnieniu nadają czasy, w których żył Roman Rybarski jak i obecny deficyt budżetowy Polski.
Przypomnijmy, że żył w okresie dwudziestolecia międzywojennego. W tym to czasie Wielkiego Kryzysu popularną metodą na wychodzenie z zapaści gospodarczej była zaproponowana przez Keynessa stymulacja popytu przez państwo. Odbywała się ona poprzez zwiększenie wydatków budżetowych przy jednoczesnym obniżeniu podatków. Do tego niezbędna była zwiększona podaż pieniądza (ilości pieniądza w obiegu).
Nie da się ukryć, że zwiększony popyt na towary spowodował zwiększenie konsumpcji, a w rezultacie również i zwiększenie produkcji oraz wyjście z zapaści gospodarczej. Metoda ta jednak jest skuteczna jedynie do momentu, kiedy zwiększony popyt spowodowany zwiększoną podażą pieniądza nie ma wpływu na poziom cen. Do chwili, w której działa efekt tzw ."iluzji cen". Od momentu ustalenia się cen zgodnie z prawem popytu i podaży sytuacja wraca do punktu wyjścia. Oczywiście nie dotyczy to sytuacji, kiedy państwo ponownie się zadłuża jak czyniło to wiekszość państw. Powoduje to jednak ciągły wzrost poziomu cen i zadłużenia skarbu państwa.
Ogólnie rzecz biorąc taka polityka nie prowadzi do długookresowego wzrostu poziomu zamożności społeczeństwa, a jedynie zmniejsza różnicę pomiędzy stopą życia społeczeństwa w okresach rozkwitu i kryzysu gospodarczego. Nie było to nawet takie złe, gdyby nie fakt że średni poziom zamożności społeczeństwa ulega obniżeniu. Wynika to zarówno z negatywnych skutków interwencjonizmu (które opisałem w poprzednich akapitach), braku stabilności polityki gospodarczej państwa jak i konieczności spłacania zaciągniętych kredytów wraz z odsetkami często przekraczającymi wartość zaciągniętych pożyczek.
Roman Rybarski dostrzegał też wymiar etyczny takiego postępowania. Postępowania, które wynika z egoizmu jednego pokolenia. Postępowania, które nie uwzględnia interesów następnych pokoleń. Można porównać to wręcz do okradania jednego pokolenia przez drugie. Jednego pokolenia, które woli życ ponad stan, konsumować więcej dóbr niż samo wypracowało kosztem następnego pokolenia, które będzie zmuszone spłacać wraz z odsetkami nieswoje długi.
Ciężko o lepszy przyklad sprzeczności z uznawaną przez nas definicją narodu jako wspólnoty przeszłych, teraźniejszych i przyszłych pokoleń. Dlatego też jednym z podstawowych zadań każdego rządu narodowego powinno być możliwie jak najszybsze zbilansowanie dochodów budżetowych.
PODSUMOWANIE
Rybarski był zdecydowanym zwolennikiem leseferyzmu. Głosił konieczność stałości prawa gospodarczego i niskich podatków oraz uszanowania własności prywatnej. Akcentował szkodliwość przymusowych ubezpieczeń społecznych, monopoli i koncesji. Za jedyną doposzczalną formę wspierania gospodarki przez państwo uznawał zamówienia wojskowe. Był także przeciwnikiem zaciagania przez państwo długów.
Tych kilka prostych postulatów niestety nie znajduje posłuchu wśród rządzacych. A szkoda, bo jeśli się to nie zmieni nadal będziemy dryfować w stronę państwa rozwijającego się dużo wolniej niż wynikałoby to z potencjalnych możliwości jego obywateli. Państwa, w którym przestaje być niemoralnym życie na koszt ogółu. Państwa, w którym tępione są cnoty obywatelskie, takie jak aktywność i przedsiębiorczość, a popierane cwaniactwo, omijanie prawa i postawa roszczeniowa w stosunku do państwa (czyli dobra wspólnego narodu). W końcu państwa, w którym nie zwraca się uwagi na trwałość narodu w czasie i dopuszcza się do sytuacji, w której lepszy byt obecnych pokoleń odbywa się kosztem nędzy następnych. Czas w końcu zawrócić z błędnej drogi i powrócić do starych, klasycznych założeń ekonomii Rybarskiego!
ADAM ŁĄCKI










