Zapomniany autor, zapomniane dzieło (Karol Hubert Rostworowski, Czerwony marsz)
Artykuł Piotra Mazura - "Cywilizacja o nauce, sztuce, moralności i religii nr 23"
Zapomniany autor, zapomniane dzieło (Karol Hubert Rostworowski, Czerwony marsz)
„Trudno mi jednak w tej chwili, mówiąc do syna wielkiego polskiego dramaturga Karola Huberta, nie zaświadczyć, ile ja sam zawdzięczam jego postaci i jego twórczości. Niech ten hołd pośmiertny wobec wielkiego polskiego pisarza, wielkiego człowieka teatru i wielkiego chrześcijanina będzie jakimś spłaceniem długu, który przez powojenne pokolenie w Polsce nie był spłacany. Raczej ojciec Pański, Karol Hubert Rostworowski był – powiedziałbym – tendencyjnie zapominany. Przepraszam za ten dodatek bardzo osobisty zaraz na początku, ale trudno mi było go nie wypowiedzieć” – powyższe słowa wygłosił Jan Paweł II podczas spotkania z ludźmi kultury w 1991 r., kierując je do ówczesnego ministra kultury, Marka Rostworowskiego.
Dlaczego dorobek jednego z najwybitniejszych dramaturgów dwudziestolecia międzywojennego jest dziś ignorowany? Czy można ignorować twórczość wieloletniego prezesa krakowskiego oddziału Związku Literatów Polskich i laureata wielu nagród? Jak widać jego dorobek jest na tyle niepoprawny politycznie w dzisiejszych czasach, że wydawcy nie kwapią się do druku niepublikowanych po II wojnie światowej dramatów, a teatry nie chcą ich wystawiać. Dlaczego? Przyczyną jest antyrewolucyjny charakter części pisarstwa K.H. Rostworowskiego. Czerwony marsz, z którym dziś chcemy zapoznać naszych Czytelników, ostatnie swe wydanie miał w 1936 r. Ukazuje on rewolucję francuską jako bluźnierczy bunt przeciw porządkowi. Bieda, która miała być przyczyną rewolucji, przedstawiona jest jako narzędzie w rękach „elity”, wykorzystującej ubóstwo do wprowadzenia swych idei. W dramacie widzimy niezdecydowanie obozu króla, który nie chce użyć siły przeciw narodowi mimo sugestii swego otoczenia: „Jaki naród?! Jaki?! Sutenerzy, / przebrani za przekupki, bo nikt nie uderzy / kobiety a tembardziej strzelać w nią nie będzie?! / Prostytutki z pijanym Maillardem na przedzie?! Ta Beaupre z karocami i z lożą w operze, / co w pochodzie na Wersal czynny udział bierze, / niby to wyrobnica, niby to nędzarka, / i pomstuje, że niema co włożyć do garnka?! / Ta banda, co królewską rodzinę poniża, / wśród plugawych piosenek wiezie do Paryża / i drwi, że już nie będzie paryska publika / bez piekarza, piekarki i bez piekarczyka?! / Taki «naród»?! Na takie «narody» jest rada/ niezawodna i bardzo prosta: Kanonada!”. I taki «naród» spotyka czytelnik w dalszej części dramatu: «naród» w sprofanowanych szatach liturgicznych „odprawiający” „czerwoną mszę”, «naród» bawiący się relikwiami świętych..., w ten oto sposób Rostworowski ukazuje istotę rewolucji. A lud, w imię wolności którego ponoć wywołano rewoltę? „Suwerenny lud chce chleba, a oni głód mu dali! / Bo suwerenny lud chce pracy, a oni pracę zrujnowali! / Bo suwerenny lud chce pokoju, a oni w mundur go ubrali! / Bo suwerenny lud chce władzy, a oni nad nim panowali!” [pisownia cytatu oryginalna – dop. P.R.M.].
W ten sposób K.H. Rostworowski ukazał rewolucję francuską, ponoć wielką. Można wyrazić przekonanie, iż gdyby dramat ten był poświęcony rewolucji bolszewickiej, przed r. 1989 drukowany byłby w drugim obiegu, a obecnie wystawiano by go po wielokroć, niestety przez wierne córy i synów rewolucji francuskiej zarówno z tzw. „lewicy”, jak i i „prawicy” skazany został na zapomnienie. Lepiej zachwycać się Gombrowiczem...?
Piotr R. Mazur
Karol Hubert Rostworowski, Czerwony marsz, Kraków 1936.